RSS
 

Daj mi dupy, daj mi dupy, nie dam, nie dam

07 mar

Szlag mnie trafia, kiedy myślę o tym, jacy Faceci są leniwi! Czy to tylko w moim odczuciu wszystko się zmieniło i teraz każdy ma wszystko w dupie? Chyba przez to właśnie wolę być sama niż się użerać z burakiem, który myśli, że wszystko w życiu dostaje się w prezencie pod codzienną choinkę. Ostatnio odezwał się do mnie Znajomy z przeszłości. Kiedyś bardzo mi się podobał i miałam szczerą nadzieję na niezdefiniowane „coś”, czyli pewnie jakiś związek. On jednak ni stąd ni zowąd zniknął. Przeżywałam ze dwa dni (z racji, że to nasze spotykanie się nie trwało długo i nie zdążyłam się zaangażować) i zapomniałam. Jestem pewna, że znalazł jakąś łatwiejszą dupę, albo był zbyt leniwy, żeby się trochę postarać. Jakiś czas temu napisał do mnie jak gdyby nigdy nic. Pierdoły- co słychać. Czy mam kogoś itp. Pomyślałam – ohooo ktoś tu ma chcicę i przypomniał sobie o „niezałatwionych sprawach”. Sam z siebie przeprosił, że tak nagle zniknął przed laty, ale (UWAGA, zaczyna się najciekawsze) tak na niego działałam i działam, że on wolał zrezygnować niż przespać się ze mną i żebym jeszcze absolutnie nie pomyślała sobie, że mnie wykorzystał! Ahhhhhhhhh………… Ujęła mnie jego historia. Co za KIT! Taki porządny, że nie chciał mnie wykorzystać? To jednak istnieją porządni faceci? Nie, no rozbawił mnie do łez. Ironicznie napisałam mu, że bardzo to doceniam, bo jest takim dobrym człowiekiem. Ale… (ZNOWU UWAGA, bo nadciąga jeszcze lepsze) tym razem już nie ma oporów i chciałby mnie przelecieć. Oczywiście tak tego nie ujął, ale powiedział jak kretyn, że jestem jego typem kobiety i że wciąż na niego działam. Chciał się ponownie spotkać, na co ja (wciągnięta w grę pt. „tym razem inteligentnie cię spławię”), że na to, trzeba sobie zasłużyć, bo cenię swój czas. To on mnie pod włos, czy nie mam „potrzeb”. Na co ja, że jakoś sobie radzę. A on bezczelnie, że przecież każdy musi od czasu do czasu, bo przecież to zdrowe. Powiedziałam, że jeśli tak mu się spieszy, to niech nawet się nie fatyguje, bo u mnie nic za darmo nie ma. Na co on, że przecież on dobrze to rozumie, że przecież nie oczekuje na pierwszej randce (dziękuję Wyrozumiały DUPKU!). Powiedziałam mu, że chyba się nie dogadamy, bo czuję, że on ma straszne parcie, więc żeby ułatwić sobie życie i skrócić cierpienie, które zapewnia mu powracająca natura, powinien iść na dyskotekę, wyrwać jakąś mało myślącą dupę (w końcu jest przystojny i nie będzie miał z tym problemów) i ulżyć sobie. No i Pan Kolega się obraził. Zapytał, za kogo ja go mam itp ;-) A potem pożegnaliśmy się i przez 3 tyg był spokój. Potem znowu się odezwał jak gdyby nigdy nic i jak totalny tuman zapytał, czy nadal się z nikim nie spotkam. Cholera… czy ja naprawdę spotykałam się i czy ten IDIOTA naprawdę mi się kiedyś podobał???

Słówko komentarza- Nie jestem z tym co wyżej srają niż dupy mają, ale wścieka mnie łatwizna na jaką większość idzie. Nie ma nic za darmo i jeśli Facet nie potrafi być Facetem i sprawić, żeby kobieta poczuła się z nim wyjątkowa oraz oczekuje, że na tacy dostanie wszystko co mu do głupiego łba przyjdzie, to wybaczcie, ale coś jest z nim nie tak.

Gdzie ten cholerny romantyzm?!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Przebudzona po 7 dziwnych latach…

28 lut

To niesamowite… Nie było mnie tu tyle lat… Aż mi wstyd z tego powodu. Życie tak mnie sobą pochłonęło, że zapomniałam o tym blogu i moich internetowych przyjaciołach… tyle się wydarzyło… czy zdołam streścić tu ostatnie 7 lat? tyle nowych blizn na sercu powstało… tyle zmian we mnie zaszło. Już nie ufam bezgranicznie. Wyobrażacie sobie, że po tych pokrętnych notkach, które tu umieszczałam lata temu doszło do tego, że byłam przez chwile zaręczona i myślałam, że znalazłam kogoś z kim chcę spędzić resztę życia? A potem to marzenie runęło jak domek z kart, kiedy okazało się, jak brutalny i bezwzględny potrafi być mój „książę”. Doszło do tego, że w kilka godzin się spakowałam i uciekłam z domu przed jego powrotem z pracy. Kiedy wrócił do pustego domu wpadł w taką furię (nie pierwszy raz), że tym razem obiecał mnie zabić. Do dzisiaj mu się nie udało, ale na samą myśl o spotkaniu go przypadkiem napawa mnie lękiem..

Chcę tu wrócić! Pisać. I dzielić się tym szaleństwem, które jest wszechobecne w mojej głowie.

Witam Starych (jeśli ktokolwiek pozostał, kto nie stracił nadzieję, że kiedykolwiek tu wrócę) i Nowych Czytelników.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kopę lat mnie tu nie było….

23 gru

Ojej.. Jak tu się wszystko pozmieniało… Ale miło mi znowu do Was wrócić. W końcu poczułam potrzebę napisania. Myślę, że wcześniej mogłam się bać.. Pomimo hasła, wciąż mam wrażenie, że powinnam uważać, bo znowu ktoś nieproszony może mi tu wtargnąć…
Ostatnio czytałam artukuł o Jane Fonda, która jako młoda dziewczyna przysięgła sobie, że zrobi wszystko, aby osiągnąć doskonały wygląd, by zawsze kochał ją jakiś mężczyzna. Cóż… Wydaje mi się, że po mojej historii z anoreksją wiele lat temu, też tak chciałam. Jedno się w tej mojej „dewizie życiowej” zmieniło. Kwestia wyglądu. Chodzę już 2 miesiące na siłownię. Ujędrniłam się nieco:) Ogólnie pomimo, że wciąż nie jestem wieszakiem, nie przeszkadza mi to. Zupełnie:)

Z 3 tyg temu przeżywałam Sylwestra. No bo jak tu nie przeżywać, jeśli co pierwszy znajomy/-a pyta, co robię w ten dzień. Minęła mi ta panika.. W końcu nie jestem gówniarą, która po Nowym Roku będzie się licytować ze znajomymi, kto miał lepszego Sylwestra;) Do wczoraj nie miałam żadnych planów i w sumie przestało mi to aż tak bardzo przeszkadzać. Ale wczoraj wrócił Pan, który wyjechał za granicę na parę miesięcy(o którym pisałam w ostatniej notce) I tak jakoś wyszło, że idziemy razem do jego znajomych. ( Chociaż pomysł oglądania telewizji naprawdę zaczynał mi przypadać do gustu;) )
Zauważyłam u siebie prawidłowość, że, podobnie do Jane, muszę się otaczać meżczyznami, żeby czuć, że żyję. To nie musi być nic poważnego, nie musi oznaczać łóżka, wystarczy zwykła znajomość zabijająca czas w zimne, ciemne wieczory. Ostatnio wręcz zaczęło mnie to nieco męczyć. Ciągle jestem z kimś umówiona. A to z Panem, który wrócił z Holandii, a to z Panem, który przyjechał z Londynu na święta i z którym świetnie mi się, ostatnie dwa wyjść na disco, tańczyło, a to jestem umówiona z K., z którym spotykałam się miesiąc, a potem skończyliśmy ze sobą (całe szczęście, bo okazał się po tym wszystkim rasowym prostakiem), a to kolejny mój podbój na jednym z portali randkowych (mamy się na dniach spotkać), a to umówione spotkanie z Panem G., którego na oczy nie widziałam, a też niedawno wrócił z Anglii. Jest jeszcze jeden mężczyzna- Ł., z którym myślę, że utworzyłabym całkiem sensowny związek, gdyby tylko…. nie mieszkał w Anglii. Wszystkich wywiało za granicę.. Zostały same wypierdki, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego;) Ł. przyjeżdża w połowie stycznia, więc może być ciekawie- szczególnie po tych kilku striptizach, które wykonał specjalnie dla mnie przed kamerką Skypową:)

Ostatnio poszłam oddać krew. Właściwie motywem przewodnim było zbadanie się (gdyż pobierając krew, badają, czy jest ona zdatna i… zdrowa). Noc przed odbiorem wyników, śnił mi się potworny sen.. Śniło mi się, że miałam HIV, i że nie mogłam sobie z tym poradzić. Zaczynałam już godzić się z tym, że nigdy nie urodzę przez to dziecka i że tak naprawdę moje życie się skończyło. Obudziłam się wcześnie, zlana potem. Cały dzień nie mogłam sobie miejsca znaleźć. Nie wiem, czemu… Nigdy nie narażałam się, jednak tak naprawdę NIGDY nie wiadomo, czy osoba, pomimo wzajemnego zaufania, jest zupełnie zdrowa. Przecież co pierwsza osoba przez długi czas nie zdaje sobie sprawy, że jest nosicielem… W końcu przed 14 pojechałam po wyniki i… prawie popłakałam się ze szczęścia, że wszystkie choroby „były” ujemne…

Wesołych Świąt Wam życzę:))))
 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A kiedy M. spotyka kolejnego tzw. Bad Boya…

05 wrz

Chciałabym napisać Wam o W.,przeciwieństwie, które mnie do siebie przyciągnęło, ale jeszcze nie potrafię.. Miałam się w to nie angażować, miało obyć się bez smutków, tęsknot i oczekiwania. Chyba się bez tego nie obędzie.. Oboje wyjeżdżamy, tylko że ja wracam za 2 tygodnie, on pod koniec roku. Ja na południe, on na zachód. Jak to się teraz potoczy? Czy wrażenie, że zaczynam coś do niego czuć to tylko i wyłącznie złudzenie? Na tę chwilę właśnie taką mam nadzieję.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nieznajomi, bliscy sobie ludzie…

30 sie

R. zdusił moje uczucie do niego. Z dnia na dzień zrozumiałam, że to nie to, choć na początku wyglądało obiecująco. Nie wszystko złote, co się z wierzchu świeci.. Jego osoba zaczęła na mnie działać jak płachta na byka tak, że każdy jego sms był kolejnym gwoździem do trumny, którą sam sobie stworzył. Zaczęłam żyć, jakbym nie miała faceta. Nie zerwałam tego tylko dlatego, że rozwiązywanie takich spraw przez smsy nie jest fair. Oschle odpisując, czekałam do końca wakacji na ostateczne roztrzygnięcie tej sprawy. W tym czasie poznałam M. Jako jedyny Grek okazał się prawdziwym gentelmanem. Na ostatnie nasze spotkanie przyniósł mi różę. Przez wszystkie lata wyjazdów jeszcze nikt mi nie zrobił tak mało-welkiej niespodzianki.. Zabrał mnie wtedy na wycieczkę, na samą górę wyspy, skąd mogłam podziwiać światła miasta- to było jedne z najpiękniejszych widoków, jakie w życiu podziwiałam. Kontury wyspy, światła budzących się w nocy miast to wszystko pokazał mi M., którego żałuję, że poznałam dopiero pod koniec turnusu. Czułam się wspaniale. Po tym jak w końcu zamknęłam buzię (przez zachwyt), pojechaliśmy nad zatoczkę powstałą z wyżłobionych kamieni, gdzie spędziliśmy pół nocy. Siedzieliśmy rozmawiając, a nad nami zapalało się coraz więcej gwiazd. Bez przesady mówiąc, czułam się jak w romantycznym filmie. Nie chciałam, żeby ta chwila się kiedykolwiek kończyła… Magia nocy sprawiła, że po raz pierwszy zapomniałam o zdroworozsądkowym podejściu. Kochaliśmy się na skałach, a naszą muzyką był szum morza. To może zabrzmi dziwnie, ale w tamtej chwili byliśmy sobie tak bliscy, tak znajomi… W tamtej chwili zależało mu na mnie. Czułam to. I on czuł to samo.. Kiedy w pewnym momencie spojrzałam w górę, zobaczyłam miliony milinów gwiazd. Jedna przy drugiej.. Pierwszy raz widziałam coś takiego. Były duże i wydawały się tak blisko. Nie żałuję. To była najbardziej romantyczna noc w moim życiu. Liczyło się tylko tu i teraz. Wciąż czuję nasze przyspieszone oddechy i szybkie, niemalże jednoczesne, bicie serc. To było pięknie spontaniczne. A ja… wciąż na samo wspomnienie uśmiecham się do swoich myśli…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Obdarta z prywatności

21 sie

Fakt przeczytania przez R. całego mojego bloga spieprzył wiele spraw. Najbardziej chyba nasz związek. Jeszcze to jego stwierdzenie, że na początku jak znalazł tę stronę, postanowił nic nie mówić, tylko poczekać, aż wrócę z wyjazdu z zagranicy i wszystko opiszę, ale że w efekcie końcowym nie mógł ukrywać faktu przeczytania i że musiał mi powiedzieć, bo zżarłoby go sumienie. Chyba nie muszę komentować tego, co chciał zrobić.
Początkiem wszystkiego było to, że przed moim wyjazdem zaczął strasznie przeżywać. W pewnym momencie przyznał się, że gdyby nie czytał bloga, pewnie aż tak by tego nie brał do siebie. „To po chuj go czytałeś?!!”- odparowałam wściekle. W trakcie wyjazdu było jeszcze gorzej. Wysyłał mi przybijające smsy i tym samym powoli zaczął mnie do siebie zrażać. W pewnym momencie przyjęłam inną taktykę. Przestałam go pocieszać. Na to konto próbowałam go uświadomić, że niszczy wszystko, że najwidoczniej za grosz w nim zaufania do mnie, że chyba myśli, że przyjechałam się połajdaczyć, skoro nie potrafi w spokoju wytrwać głupich 2 tyg. Odpisał przestraszony, że wcale tak nie uważa. Kiedy moje zniecierpliwienie sięgnęło zenitu, napisałam mu, że bawię się świetnie, że pewnie znowu będę wracać do Polski z bólem serca i że taki wyjazd sprzyja refleksjom. Odpisał mi wtedy w taki sposób: „Dzieki za szczerosc. Czyli fajnie jak zawsze na takich wyjazdach. I to co mowilem, zebys choc raz wracala np do mnie z usmiechem sie nie spelni. Zobacz mija juz tydzien.. dziwnie sie czuje, bo nawet za bardzo nie wiem jak ci tam ogolnie mija czas, jak spedzasz wieczory, czy posmakowalas zycia na X.Pisalas o kolacjach, slodkim ciescie w fajnej knajpce, ze zdarza sie spac do poludnia itp. reszty moge sie tylko domyslac.. Chcialem wiedziec jak sie bawi Moja Dziewczyna.. a Ty nawet nic nie wspomnialas:( Ale ok, wszystkiego sie nie mowi. Jednak ciesze sie Twoim szczesciem:* No i bardzo milej nocki zycze.. bo zostal tylko tydzien beztroski i refleksji…”
W pierwszej chwili pomyślałam „A to jebaniec”. Ale odpisałam mu coś w tym stylu: „Po co mam pisać Ci o tym w smsach? I tak przeczytasz wszystko na moim blogu”. Tego było za wiele. To był tzw. ostatni gwóźdź do trumny. Chyba zrozumiał, że przesadził, bo od tego dnia zaczął udawać, że wszystko zrozumiał, że źle robił itp. Ale mnie to już wtedy, za przeproszeniem, jebało.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Do zainteresowanych

24 lip

Przymierzam się do wprowadzenia hasła na tego bloga. Powiedział, że więcej tu nie wejdzie. Nie wierzę. Ciekawość ZAWSZE- w pewnym momencie- zwycięża. Wszystkich zainteresowanych dalszym czytaniem bloga, proszę o zostawienie swojego maila (osoby, które wpiszą się po raz pierwszy-poproszę o namiary na swoją stronę, jeśli takową posiadają).

Tym razem muszę być sprytniejsza…

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

No i stał się psikus

14 lip

Czuję się onieśnielona, żeby cokolwiek napisać… Przynajmniej narazie, bo.. Moje Kochanie znalazło tego bloga i… nieco się o mnie dowiedziało…

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Czas odkurzyć co nieco

07 lip

No i, cholera, nie da się ukryć… Mam pewien zastój w pisaniu. Z tego wszystkigo prawie zapomniałam o tym blogu. Wiem, wiem.. Wstyd mi.. Przy fakcie, ze tyle się wydarzyło w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Poznałam Kogoś. Jesteśmy ze sobą już prawie 2 miesiące. To chyba coś poważnego. Pewnie ktoś sobie pomyśli, że moje słowa nie „brzmią” zbyt emocjonalnie itd itp. Bo to jest inne uczucie. Z autopsji wiem, że z tego, co się zbyt „drapieżnie” zaczyna, zazwyczaj nic długotrwałego nie wynika (wyjątek- uczucie do J., które już, daj Bóg, najprawdopodobniej odeszło w cholerę, czyt. niepamięć). Związek z R. rozwija się spokojnie, bez wybuchów pozornych uczuć, które z czasem i tak mijają. Tym razem jest to subtelne docieranie się. Myślę, że wszystko przebiega tak… dojrzale, inaczej niż wszystko przedtem.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nie obrażając wszystkich facetów…

21 lut

Może to zabrzmi trywialnie, może próżnie, ale muszę o tym napisać, bo zaczynam wątpić, że spotkam kiedyś normalnego faceta.. Otóż.. mam 3 adoratorów. Krótka charakterystyka;-)

D.
Jest ode mnie starszy i… jeździ nowiutkim Mercedesem. Nie to, że ma to dla mnie jakieś znaczenie, ale widać wyraźną dysproporcję pomiędzy tym, czym jeździ, a poziomem kultury, jaki sobą reprezentuje. Otóż doszłam do wniosku, po wnikliwych obserwacjach;), że D. jest nieobyty. Tak właśnie- NIEOBYTY. Co to znaczy? Np. Poszliśmy do restauracji. Powiesił swoją kurtkę. Musiałabym się przepychać między stolikami, żeby powiesić swoją. Zapytałam, czy mógłby to zrobić za mnie. ‚Pewnie”- usłyszałam w odpowiedzi. Kiedy chciałam już wracać do domu, D. zaczął się ubierać. Czekałam aż poda mi moją kurtkę. Nie doczekałabym się, gdybym w końcu, kiedy już prawie zmierzał w kierunku wyjścia, nie poprosiła go o to. Cóż.. To jest tylko 1 przykład. Z tego, co mówił, nie miał zbyt wielu dziewczyn, tak więc werdykt brzmi- WYBACZAMY NIEOBYCIE, ale kultury będzie cię uczyła inna kobieta. Zresztą.. wychodzę z założenia, że albo ktoś ma wrodzoną, albo nie.. Tego nie da się wyuczyć, a przynajmniej nie w tym wieku..

R.
To dojrzały facet, który w pewnym sensie mi imponował od momentu, kiedy się poznaliśmy (zeszłego lata). Dopiero od jakiegoś czasu zaczęłam wyczuwać poważną miętę z jego strony. Wszystko byłoby wspaniałe… ALE:
-R. jest ode mnie niższy (czego nie jestem w stanie zaakceptować, przy fakcie, że jak na kobietę wcale nie jestem aż taka wysoka- 171 cm),
- pomimo że mi imponuje m.in. tym, że sam doszedł na wysokie stanowisko kierownicze, że jest samodzielny, kulturalny, zabawny, lubi tańczyć itp., to nie jest facet, z którym mogłabym pójść do łóżka,
-Ostatnio strasznie mnie do siebie obrzydził… rozumiem, że ludzie powinni rozmawiać ze sobą na każdy temat, ale niektóre rzeczy lepiej, przynajmniej dopóki nie jesteśmy w stałym związku, zostawić dla siebie.. Otóż zaczęliśmy rozmawiać o dentystkach. Stwierdził, że musi się umówić na wizytę, że co roku robi sobie przegląd, ale że teraz musi w końcu znaleźć na to czas, bo coś się dzieje. Skąd to wie? „Wiem, że się coś dzieje zawsze wtedy, gdy brzydko pachnie mi z ust”. Możecie sobie wyobrazić jak mieszane uczucia miałam, gdy chciał mnie pocałować na pożegnanie…

RR.
To kolejny po D. duży dzieciak. Drażni mnie jego mało perspektywczne myślenie. W święta wrócił z Anglii, gdzie pracował przez pół roku. Za niecałe 2 tygodnie znowu tam jedzie, bo m.in. chce zarobić na wymarzony samochód. Tylko że nie rozumiem jednej rzeczy- od grudnia siedział i „pierdział w stołek”. Zamiast poszukać tu tymczasem pracy, wolał się użalać nad tym, że i tak jej nie znajdzie, a poza tym to jego ciągłe narzekanie na nudę… W sumie się nie dziwię. Kilka miesięcy siedzieć w domu i na siłę szukać znajomych, żeby wyjść na piwo szybko się nudzi. Nie potrafię znieść ludzi, którzy bezczynnie trwonią czas. Ale.. jego sprawa. Najśmieszniejsze jest jednak to, że po pierwszym naszym spotkaniu oczekiwał ode mnie odpowiedzi (a może deklaracji?) na pytanie, czy będę czekać na niego przez rok, kiedy wyjedzie za granicę. Zrobiłam wielkie oczy i powiedziałam, że po 1. nie znamy się, po 2. nie kochamy się, więc odpowiedź chyba jest banalna… „Molestował” mnie tym pytaniem również po drugim i trzecim spotkaniu. Czwartego nie było i raczej nie sądzę, żeby do niego doszło.

Pytanie nasuwa się jedno: CO SIĘ DZIEJE Z FACETAMI? A może to ze mną coś nie tak?

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS